co do postanowień noworocznych, to są one bezsensowne, gdyż nie da się wszystkiego zrealizować w ciągu jednego roku. proponuję, by ustalić sobie jakąś strategię rozwoju na lata - załóżmy - 2010 - 2017. ot, taki plan siedmioletni. w planie nie uwzględniamy kartkówek z matmy, powodzi, przebiegunowania ziemi, wysadzenia mostu w podjuchach, śmierci elvisa czy sytych dzieci w afryce. bo z tym jest tak, że o tym wszyscy trąbią, a nikt na oczy nie widział. no, z większością przypadków.
w tym planie rozpisujemy sobie wszystkie nasze założenia. w pierwszym punkcie wypisujemy bardziej realne założenia, jak np zmuszenie się do systematycznej pracy czy 3 słówka włoskie tygodniowo (żeby się nie przemęczać
tak oto realizujemy plan po kolei, a jeżeli w 2017 ze smutkiem stwierdzimy, że na castingu nie wypadliśmy najlepiej, bo wyprzedzili nas jacyś dyniowaci goście* czy na harvardzie zabrakło miejsc, to zawsze możemy to wepchnąć do kolejnego planu. i tak dalej, i tak dalej...
miłej strategii rozwoju!
* piję do tego: [link] i tego: [link]









Previous Page1234Next Page